środa, 13 maja 2015

MR. & MRS. SMITH

  John (Brad Pitt) i Jane (Angelina Jolie) Smith to na pozór całkiem normalne amerykańskie małżeństwo. Od długiego czasu wiodą spokojne, ustabilizowane, żeby nie powiedzieć nudne życie w uroczym domku. Pobrali się zaledwie miesiąc po zapoznaniu. Tak naprawdę oboje są płatnymi zabójcami, których umiejętności są wysoko cenione na świecie. Pracują dla konkurencyjnych organizacji i w rzeczywistości nic o sobie nie wiedzą.
Pewnego dnia dostają nowe zadanie: zlikwidować siebie nawzajem. Ich misja okazuje się być fałszywa, gdyż organizacjom zależy tylko na tym, by wzajemnie się pozabijali. Oczywiście państwo Smith w niczym nie są uświadomieni i mają 48 godzin na zlikwidowanie swojego małżonka. Kiedy powoli rozumieją, kogo tak naprawdę mają na celu, zaczynają poznawać się na nowo, bez żadnych kłamstw. Polecam i pozdrawiam Markopolo97



 


wtorek, 12 maja 2015

GIGANCI ZE STALI

Kto nie lubi produkcji związanych z fantastycznymi, potężnymi maszynami? Owe techniczne cuda napędzają sieć fabularną jednego z najnowszych produkcji reżysera Shawna Levyego, "Gigantów ze stali". Mamy tu do czynienia z kolejnym filmem familijnym napędzanym tym samym schematem co podobne tego typu dzieła, czyli początkowy występujący problem, grupę dzielnych śmiałków próbujących stawić czoła wyzwaniu i szczęśliwe zakończenie. Czy ta produkcja jest więc godna jakiejkolwiek większej uwagi ze strony odbiorcy? Przekonajmy się.

Fabuła to bardzo mocny atut tego dzieła, ponieważ przedstawia on dość często poruszany temat, a mianowicie sztuczną inteligencje zawartą w wielkich metalowych pancerzach, co nazywamy po prostu robotami, jednakże stawia on je w innym świetle. Tym razem nie dochodzi do żadnego ujawnienia ich złej strony , ani też nie są specjalnie omnipotentne choćby ratując ziemię, tak jak ma to miejsce w Transformersach. Ten utwór ukazuje je jako uczestników starego, a jakże zmodyfikowanego sportu zwanego boksem. Głównym bohaterem filmu jest Charlie Kenton - weteran walk wręcz, który musiał niestety oddać swoją pasję w ręce nowej technologii. Od niedawna zajmował się organizacją nielegalnych walk i naprawą robotów. Tonąc jednak w długach i w niezbyt uporządkowanym życiu upadł na samo dno. Sytuacje tą zupełnie odmieniło jednak pewne wydarzenie, a dokładnie pojawienie się w jego życiu Maxa - jego porzuconego przed laty syna. Razem, początkowo niechętnie oddając się współpracy, próbują zarobić trochę pieniędzy, aby naprawić błędy z przeszłości Charliego,
jak wiadomo oddając się nowej sportowej dyscyplinie. Na starcie ich wyniki nie są zbytnio zadowalające, przełomem staje się jednak odnalezienie przez nich robota zwanego ATOM. Rozpoczynają jego odnowę i intensywny trening, po mału wspinając się na szczyt zmechanizowanych walk, a także na nowo zacieśniając więzi ojca z synem. Polecam i Pozdrawiam Markopolo97





poniedziałek, 11 maja 2015

WOLNY STRZELEC

Największym złotem filmu jest główny bohater, socjopata i psychol, Lou Bloom, którego gra Jake Gyllenhaal, a robi to w sposób tak fantastyczny, że z pewnością w lutym będziemy go po raz drugi oglądać w gronie nominowanych. Najbliżej mu do „Taksówkarza”, tylko, że z kamerą, szukający sensacji i niemający kręgosłupa moralnego, można by go porównać do wampira, który żeruje w nocy na ludzi. Jego zapadnięte oczy, wystające kości policzkowe (Gyllenhaal schudł dobrych kilka kilogramów) i diaboliczny wzrok potrafią zahipnotyzować, ale znakomicie pasują do charakteru tej postaci, co tylko podkreśla jego poświęcenie dla roli. „Wolny strzelec” to z pewnością jeden z najważniejszych i najlepszych filmów tego roku, choć brakuje mu odrobiny, bym mógł powiedzieć o nim wybitny
Żeby nie przedłużać, naprędce, o czym jest właściwie film. Lou Bloom jest złodziejem, więc gdy wraca „z fuchy” zatrzymuje się przy wypadku, gdzie spostrzega znacznie lepszy i legalniejszy sposób na życie. Zatrudnia asystenta Ricka (Riz Ahmed), wyposaża się w kamerę, GPS oraz nasłuch policyjnego radia, by móc przeczesywać Los Angeles w poszukiwaniu sensacji. Udaje się, a materiał sprzedaje szefowej z lokalnych wiadomości, Ninie (Rene Russo). To dopiero zalążek, bo Lou chce więcej i za więcej, więc robi wszystko, by piąć się po szczeblach kariery, a przesuwanie ciała na miejscu wypadku, by lepiej wyglądało w kadrze to dopiero początek. Polecam i pozdrawiam Markopolo97

 
 
 



niedziela, 10 maja 2015

TERMINAL

"Terminal" to opowieść o Victorze Navorskim (w tej roli Tom Hanks), mieszkańcu Europy Wschodniej, który przylatuje do Ameryki. Jednak na lotnisku w Nowym Jorku okazuje się, że w jego kraju doszło do wojskowego puczu, w związku z czym stracił on ojczyznę, a jego wiza przestała być ważna. Nie może więc ani wrócić do swojego kraju, ani przekroczyć granicy Stanów Zjednoczonych. Z tego powodu musi pozostać na lotnisku aż do czasu, gdy sytuacja polityczna w jego kraju się ustabilizuje. 
oparty na faktach, podobna historia wydarzyła się bowiem na lotnisku w Paryżu. Jednak reżyser postanowił przenieść akcję do Ameryki, aby odsłonić prawdziwe oblicze tego kraju. Niestety, patrząc na Toma Hanksa trudno odnaleźć w nim chociażby śladowe podobieństwo do mieszkańca Europy Wschodniej. Natomiast nie można oprzeć się wrażeniu, że oto widzimy Forresta Gumpa, który po raz kolejny próbuje pokonać przeciwności losu. Ta sama mimika, te same wzorce zachowań. Być może właśnie w ten sposób postrzegają nas Amerykanie - jako zaradne życiowo dzieci, które nie potrafią poprawnie wyrazić tego, co chcą, ani też zrozumieć podstawowych poleceń. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że Spielberg chciał w ten sposób zaprezentować wyższość kultury amerykańskiej nad europejską. Wręcz przeciwnie, postać Viktora posłużyła mu, aby w krzywym zwierciadle ukazać Amerykę wraz z jej uprzedzeniami rasowymi, bezwzględnymi urzędnikami oraz niesprawnym systemem, w którym dokument ważniejszy jest od człowieka. Szkoda tylko, że nie udało mu się zrobić tego w sposób wiarygodny, co z pewnością jest winą słabego, miejscami wręcz najeżonego absurdami scenariusza, w którym zabrakło miejsca na jakąkolwiek głębszą refleksję. Polecam i pozdrawiam Markopolo97







sobota, 9 maja 2015

UDAJĄC GLINIARZY

"Udając gliniarzy" to klasyczna komedia o kumplach-gliniarzach, tyle że główni bohaterowie nie są policjantami. Justin Miller (Damon Wayans Jr.) i Ryan O'Malley (Jake Johnson) przyjaźnią się od dziecka. Odkąd skończyli szkołę, ich życie stoi w miejscu. Wszystko się zmienia, gdy idą na imprezę. Wkładają mundury policyjne i robią furorę. Kiedy okazuje się, że zostali zaproszeni na przyjęcie pod krawatem, a nie imprezę przebieraną, idą na miasto. Kobiety do nich lgną, rozrabiaki słuchają ich poleceń, a barmani dają drinki na koszt firmy - wszystko dlatego, że biorą ich za policjantów. Kiedy Ryan kupuje na eBayu radiowóz, koguta i skaner radiowy, maskarada się rozkręca. Polecam i pozdrawiam Markopolo97




piątek, 8 maja 2015

ZŁAP MNIE JEŚLI POTRAFISZ

Autentyczna historia prawdziwego oszustwa - tak reklamowano film Stevena Spielberga. I rzeczywiście Frank Abagnale jr (Leonardo DiCaprio) to postać prawdziwa - młody mężczyzna, który w ciągu kilku lat zdołał naciągnąć banki, linie lotnicze i inne instytucje na blisko 4 mln dolarów (a w latach 60. była to ogromna suma). Dzięki sfałszowanym świadectwom i dyplomom podawał się za pilota linii Pan Am, lekarza, uniwersyteckiego wykładowcę, a nawet pomocnika prokuratora generalnego. Stał się też najmłodszą osobą na liście przestępców najbardziej poszukiwanych przez FBI. Człowiekiem, który go ścigał przez cały ten czas i w końcu doprowadził przed oblicze sprawiedliwości, był agent Joe Shea (w filmie nazywa się Carl Hanratty, w tej roli Tom Hanks). To on także dostrzegł w Abagnale’u zagubionego młodego człowieka, którego warto uratować.

"Złap mnie, jeśli potrafisz" to jeden z najlepszych filmów Spielberga: spokojny, stonowany, choć nie pozbawiony także elementów sensacyjnych (w końcu bohaterami są oszust i ścigający go agent FBI), a nawet humorystycznych. Bo ten film nie opowiada tylko o pościgu Hanratty’ego za przestępcą, ale przede wszystkim o pościgu za utraconym szczęściem. Czym jest to szczęście, Abagnale do końca nie wie. Utracił je, gdy rodzice się rozwiedli i rodzina przestała istnieć. Zdobywa pieniądze, duże pieniądze, ale okazuje się, że one mogą przyciągnąć najwyżej tłumy panienek. W końcu okazuje się, że najbliższą mu osobą jest... ścigający go agent FBI i to dzięki niemu w końcu Frank wyjdzie w życiu na prostą.

Film dostal dwie nominacje do Oscara: dla najlepszego aktora drugoplanowego (Christopher Walken) i za muzykę. Polecam i pozdrawiam Markopolo97





czwartek, 7 maja 2015

JUMPER


Głównym bohaterem jest David Rice (Hayden Christensen), obdarzony darem teleportacji, który odkrył w chwili zagrożenia życia. Postać ta stanowi ucieleśnienie marzeń wielu dręczonych w szkole nastolatków. Oto właśnie ktoś taki – nieśmiały, pryszczaty piętnastolatek, dostający wciry od klasowego byczka – nagle, ni stąd, ni zowąd, okazuje się nadczłowiekiem, dysponującym mocą, dzięki której świat dosłownie leży u jego stóp. Od tamtego upojnego momentu może opuścić niezbyt miłowanego przez siebie rodziciela, a skarbce banków stają przed nim otworem. Wystarczy, że raz ujrzy i zapamięta jakieś miejsce, a trafi tam ponownie w znacznie wygodniejszy sposób niż pospolity spacer czy lot samolotem. Och, oczywiście w dalszych „podróżach” przydają się zdjęcia. Życie jak w bajce, nieprawdaż? Niestety, kilkuletnia sielanka nie mogła trwać w nieskończoność. Jak to zwykle bywa, okazało się, że dar może stanowić przekleństwo. Na tym świecie nie wszystkim podoba się, że istnieją ludzie obdarzeni siłą oferującą aż taką wolność, wszak tylko „Bóg może być wszędzie”. Fanatyczna organizacja Paladynów, tropiąca i unieszkodliwiająca Jumperów, wyznaje prostą filozofię: każdy z tak obdarowanych prędzej czy później stanie się skrajnie groźny dla rodzaju ludzkiego, nikt nie może żyć, nie ponosząc konsekwencji swych czynów. Nie tylko nasz bohater znajduje się w opałach, niebezpieczeństwo grozi wszystkim, z którymi nawiązał bliższe kontakty.Polecam i pozdrawiam Markopolo97










środa, 6 maja 2015

MOST DO TERABITHII

Mały rozgłos. Reklama informująca, że oto wychodzi nowy film o tajemniczym przejściu do magicznej krainy - film miły, lekki, dla całej rodziny. Tak miało być. Ale tak nie jest. Dopiero teraz, długo już po kinowej premierze, miałem okazję obejrzeć "Most do Terabithii". Spodziewałem się - pewnie jak większość widzów - plagiatowej baśni, całkowicie wzorowanej na "Opowieściach z Narnii", a dostałem coś zupełnie innego. Dostałem coś, co dogłębnie mnie uderzyło i zabolało. Ale nie jest to uczucie spowodowane kiepskim kinem, tylko trudny do opisania stan - pustki, przygnębienia? Naprawdę ciężko jest to opisać. Zanim będę kontynuować, mam jedną prośbę: każdy, kto ma zamiar zabrać się za obejrzenie "Mostu do Terabithii", niech sobie uświadomi - to nie jest typowa baśń, kino fantastyczno-przygodowe, tylko pouczający, psychologiczny dramat z elementami fantastyki. A jak już to sobie człowiek uświadomi, to może zasiąść do obejrzenia filmu. Doskonałego filmu.
"Most do Terabithii" opowiada historię 11-letniego chłopca o imieniu Jesse (Josh Hutcherson), który to pewnego dnia spotyka na swojej drodze samotniczkę Leslie (AnnaSophia Robb). Dziewczyna ma niezwykle bogatą wyobraźnię i talent pisarski, natomiast Jesse ma wrodzoną umiejętność malowania i rysowania. Z czasem między rówieśnikami zawiązują się silne więzy przyjaźni. Pewnego dnia młoda para odnajduje w pobliskim lesie miejsce, które staje się ich samotnią - Terabithiię, czyli magiczne królestwo, w którym wszystko jest możliwe. W krainie wyobraźni i marzeń Jessie i Leslie spędzają bardzo wiele czasu; nie muszą się tam martwić codziennymi problemami i smutkami. Są razem, co sprawia, że są szczęśliwi. Jednak prawdziwe życie jest inne - mniej przyjazne i brutalne, o czym pewnego dnia przekona się sam Jessie. Stanie się bowiem coś, co każdemu odebrałoby chęć do dalszego egzystowania. Coś niespodziewanego, niewyobrażalnego, ale niestety - prawdziwego. Polecam i pozdrawiam Markopolo97




wtorek, 5 maja 2015

KRONIKA

Szczerze powiedziawszy, a raczej napisawszy, nie takiego kina się spodziewałem. Przed seansem myślałem, że będzie to kolejna hollywoodzka opowieść o superbohaterach z nadludzkimi mocami. Nic bardziej mylnego. Co prawda supermoce są, ale debiutancki obraz Josha Tranka to również coś głębszego. Mamy w nim pokazane troje nastolatków zmagającymi się z trudami życia. Najgorszy los spotkał oczywiście głównego bohatera, który nie dosyć, że ma problemy w szkole, gdzie najczęściej robi za ofermę i nieudacznika, to musi jeszcze walczyć o przetrwanie we własnym domu. Jego matka jest śmiertelnie chora, a ojciec alkoholik od czasu do czasu lubi wyprowadzić w jego stronę "wychowawczego szturchańca".
Zacznijmy jednak od początku. Na jednej z imprez wyżej wspomniana trójka nastolatków schodzi do jaskini, w której znajdują niezidentyfikowany monolit. Po jakimś czasie okazuje się, że wskutek spotkania "z tym czymś" młodzi mężczyźni nabywają nadludzkie moce, takie jak telekineza czy możliwość latania. Z początku wykorzystują je do różnego rodzaju wygłupów i żartów. Z czasem jednak stają się co raz potężniejsi, a niefortunne wydarzenia z ich życia doprowadzają do tragedii. Polecam i pozdrawiam Markopolo97






poniedziałek, 4 maja 2015

LEON ZAWODOWIEC

Leon to płatny morderca z kodeksem honorowym. Jest najlepszy, jednak pewnego dnia łamie swoje reguły i otwiera drzwi Matyldzie, dziewczynce, której skorumpowani policjanci pod wodzą szalonego Stansfielda z DEA zabili całą rodzinę. Chcąc nie chcąc ci dwoje zostają skazani na siebie. Leon uczy Matyldę fachu, a ta w zamian uczy Leona czytać. Między nimi rodzi się więź, która powoduje, że Leon staje się innym człowiekiem. Zobowiązał się on zabić Stansfielda i jego kolesi. Stansfield jednakże jest szalenie nieobliczalnym i przebiegłym przeciwnikiem... Polecam i pozdrawiam Markopolo97




 
 
 

niedziela, 3 maja 2015

PROJECT X

Mamo?
Tato?
Nie wiem jak wam to powiedzieć, ale… Zrobiłem największą imprezę w sołectwie!
Sądzę, że każdy z nas choć raz w życiu był na domówce. Jednak ilu z nas było na domówce Legendarnej?
A teraz wyobraź sobie, że to ty jesteś gospodarzem imprezy a przez próg twojego domu przechodzi kilkaset osób…W tym policja, służby porządkowe, i masa pijanych nastolatków… Tak, o tym właśnie jest ten film.
„Project X” to szalona komedia o przygodach grupki kolegów, którzy postanawiają zorganizować najbardziej wystrzałową imprezę urodzinową w historii. W tym celu zapraszają swoich znajomych kupują alkohol pod wpływem którego powstaje Kac Vegas dla licealistów.
Film jest ponoć oparty na prawdziwych wydarzeniach, które miały miejsce w 2008 roku kiedy to szalony 16-latek z Melbourne pod nieobecność swoich rodziców zorganizował imprezę na ponad 500 osób, dołączając do tego kilka oddziałów policji, oddziałów specjalnych tłumiących zamieszki a nawet kilka helikopterów. Oczywiście impreza przeniosła się na zewnątrz i rozbujani imprezowicze załatwili gospodarzowi mandat na ponad 20000 $. Trzeba jednak przyznać, że sąsiadów przeprosił.
W filmie mamy podobną sytuację. Początkowo grzeczna impreza maksymalnie na 50 osób przeradza się w totalny chaos, którego nikt nie może powstrzymać. Polecam i pozdrawiam Markopolo97



sobota, 2 maja 2015

SPIDER-MAN

Fabuła filmu zaskakuje ciekawością. Jeżeli oczekiwałeś nudnawej powtórki "Batmana i Robina" to jesteś w błędzie. Widz w bardzo interesujący sposób jest przeprowadzany przez całą historię. Od ukąszenia pająka, przez odkrycie swoich niezwykłych zdolności, aż do przeistoczenia się w wybawcę ludzi. Z minuty na minutę zawiązująca się intryga wzbudza zainteresowanie i powoduje, że nawet na chwilę nie spuszczamy wzroku z ekranu. Bohater stawiany jest w wielu ciężkich sytuacjach, dzięki którym widzimy "ludzkie" czy nawet "parkerowskie" oblicze Spidermana. Nie jest to drewniana maszynka do ratowania ludzi, tylko człowiek z krwi i kości, który kocha, nienawidzi, mści się i pomaga.
Dużą rolę w filmie odgrywają, jak w tego typu obrazach, efekty specjalne. To dzięki nim możemy oglądać "latającego" po mieście człowieka pająka, czy świetne sceny walki z Zielonym Goblinem. Co do efektów wizualnych nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Realizują one swoje podstawowe zadania powodując, że z kina widz wychodzi wniebowzięty.
Muzyka to spora dawka mocnego i dynamicznego rocka, który współgra z tempem i klimatem obrazu. Oprócz tego mamy tu hitowy kawałek "Hero", który przez długi czas trzymał się na szczycie światowych listy przebojów. Obok efektów wizualnych sporą rolę w "Spidermanie" odgrywają efekty dźwiękowe. Myślę, że stoją one na wysokim poziomie i znacznie podnoszą rangę obrazu w uszach publiczności. Polecam i pozdrawiam Markopolo97





piątek, 1 maja 2015

ZAPLĄTANI

Roszpunka to piękna, długowłosa księżniczka, więziona w wieży przez złą czarownicę Gertrudę. Pragnąca poznać świat dziewczyna, ucieka potajemnie i ukrywa się przed przybraną matką. Roszpunka chce spełnić swoje marzenia. Na drodze przygody staje złodziejaszek Flynn Rajtar. Od początku tych dwoje ma się zdecydowanie ku sobie. Wspólnie stawią czoła przygodzie, a będzie się działo.
Zaplątani to historia mocno muzyczna i wesoła, ale też i wzruszająca. Nie znajdziecie tu kolejnej dostawy dziwnie zabawnych polskich dialogów, skierowanych w stronę polityki, czy głupich żarcików, w podtekście okrążających dzieci, by wpaść do głowy rozbawionym rodzicom. To naprawdę porządna i piękna historia, nie tylko o miłości, ale i o spełnianiu marzeń, poczuciu własnej wartości, a także sile kłamstwa. Miłość silniejsza niż śmierć. Polecam i pozdrawiam Markopolo97